sobota, 23 czerwca 2012

Rozdział 2


Smugi światła, przenikające przez szyby mojego pokoju, chciały mnie najwyraźniej brutalnie obudzić, świecąc mi prosto w twarz, swoim ciepłem okalając ją. Momentalnie poczułam, że odchodzę ze świata snów i fantazji, a wracam z bólem w sercu do szarej rzeczywistości… Już wiedziałam, że próba zaśnięcia po raz drugi nie zadziała w moim przypadku, więc powolnym ruchem lewej ręki przetarłam zaspane oczy i je otworzyłam, mrużąc co chwila, gdyż promienie słoneczne oślepiały  mnie. 

Przeturlałam się do stolika nocnego, po czym niezdarnie sięgnęłam po mój telefon, aby sprawdzić która jest godzina. Dochodziła już 9.30. Miałam dzisiaj w planach zwiedzić jak najwięcej się da w Londynie, więc postanowiłam przyśpieszyć tempo wykonywanych przeze mnie ruchów i potykając się o kołdrę ruszyłam w stronę łazienki. Wzięłam szybki prysznic, przy okazji parząc swoje ciało gorąco wodą, która przez przypadek odkręciłam, ale nie ważne… chyba już wszyscy domyślili się, że jestem CZASAMI nie ogarnięta… Potem umyłam zęby, podkręciłam moje brązowe włosy lokówką i pomalowałam się. Owinięta jeszcze ręcznikiem weszłam do pokoju i wyjęłam z szafy TO po czym chwile później byłam już ubrana. Zeszłam na dół, wstępując do kuchni, zrobiłam sobie kanapki i zaczęłam je pałaszować z mega apetytem. Po chwili dołączyła do mnie moja siostra, siadając przy stole naprzeciwko mnie, przyglądała mi się dziwnie… nie wiedziałam o co jej chodzi.

- Będziesz gruba, jak będziesz tyle żarła…- wytknęła mi, popatrzyłam się na nią, próbując się nie roześmiać.

-  Nie będę sobie odmawiać, tego co mnie uszczęśliwia, nie jestem taka jak ty- odparłam biorąc kolejną kanapkę do ręki, ugryzłam kawałek, po czym głośno zaczęłam się nim delektować.

- Wkurzasz mnie, wiesz?! Jesz ile chcesz, a nic po tobie nie widać!- podniosła ton, chyba ostatnie słowa jej się wymsknęły, wydawało mi się, tak, bo zawsze mówi, że jestem gruba i w ogóle, a tu takie wyznanie, no musze powiedzieć, że się nie spodziewałam. Uśmiechnęłam się pod nosem.

- Widocznie mam dobrą przemianę materii i tyle w tym temacie, coś jeszcze chcesz mi powiedzieć, bo nie mam czasu, musze już iść- powiedziałam już obojetnie, odkładając pusty talerz do zlewu i czekając z niecierpliwością aż mi odpowie. W końcu miałam plany!

- W sumie… Rodzice są w pracy, ja nie mam nic konkretnego do roboty…- zatrzymała się na chwile w swoim przemyśleniach, a ja już wiedziałam o co jej chodzi- idę z Tobą- dodała, a we mnie zaczęło się coś gotować, wiem jaka ona jest i nie chce, żeby ośmieszała mnie jak zawsze, przy wszystkich, jednak nie jestem zbyt asertywna i tylko pokiwałam głową, po czym obie skierowałyśmy się do holu, ubrałyśmy buty i ruszyłyśmy w nieznane…

***

Tak jak myślałam… Emma jak to Emma wkurwiała mnie do granic możliwości… czasem nawet zastanawiam się w jaki sposób pochodzimy od tej samej rodzicielki. Podobne nie powiem jesteśmy, ale na pewno nie z charakteru. Dobra wracając do tematu, po zaledwie 2 godzinnym zwiedzaniu, mówię zaledwie, gdyż miałam ochotę dużo więcej czasu spędzić robiąc to, poddałam się… po prostu świadomość tego, że Emma nie przestanie marudzić, dopóki nie pójdziemy do galerii, dobijała mnie, więc uległam… chociaż myśląc teraz tak nad tym dotarło do mnie, że jestem kompletną idotką, bo ot tak dałam za wygraną, zamiast powiedzieć jej, że ja zostaje a ona niech sobie idzie gdzie chce, musze przyznać, że potrafi manipulować… co mi się nigdy w niej nie podobało.

W galerii, która była ogromna, mieściło się chyba z tysiąc sklepów. Wraz z Emma „skakałyśmy” z jednego do drugiego, aż w końcu będąc w „New Yorker’ze zniknęła mi z pola widzenia. Pomyślałam, że przecież prędzej czy później jakoś się odnajdziemy nawzajem, więc nie tracąc czasu zaczęłam przeglądać napotkane wzrokiem sukienki. Jedna przykuła moja uwagę najbardziej, wzięłam  do ręki i przyglądałam się jej z coraz większą chęcią kupna. Jednak jak to ja z moją niską samooceną powoli zaczęłam stwierdzać, że ona nie jest dla mnie, nie będzie mi pasować i takie tam. Chciałam ją odłożyć, ale usłyszałam czyiś radosny głos za moimi plecami…

- W tej ci będzie idealnie, mówię ci. Chciałam Ci ją jakoś podebrać bo też mi się spodobała, ale myślę, że Tobie będzie w niej o wiele lepiej.

Wystarczyły tylko te dwa zdania wypowiedziane z ust obcej osoby… a ja momentalnie poczułam się  od tylu lat dowartościowana. To był naprawdę miły gest…

Ciekawa kto to powiedział, odwróciłam się i oniemiałam…

- Dziękuję- powiedziałam wciąż zaskoczona, nadal nie wierząc, że to właśnie ona- Eleanor Calder, dziewczyna Louisa Tomlinsona- z mojego ulubionego zespołu,  stoi właśnie przede mną, i że to z jej ust popłynęły te miłe słowa.

- Haha ! Tak to ja Eleanor, ta od Louisa – zaśmiała się i podała mi rękę.

Moja mina była aż tak przewidywalna? Widocznie.

-  Catherine, ale wystarczy samo Cat- powiedziałam odwzajemniając uścisk, po czym jak nie ja krzyknęłam- Kocham was jako pare!- trochę mnie poniosła, ale to wszystko przez te emołszyn. (xd)

- Czyli mam rozumieć, że jesteś fanką One Direction?- zapytała się uśmiechając, ale nie zdołałam wydusić z siebie ani słowa, gdyż bardzo dobrze znany mi człowiek, wyłonił się nie wiadomo skąd i objął ręką w pasie moją nową koleżankę, po czym zaczął szeptać jej coś do ucha. ASGHTHEDFBEDRGSD  zawał________ słodko AAAAAAAA! Dobra ogarnij się, bo pomyślą, że jesteś jakaś chora umysłowo, dobrze, że to wszystko odbywa się tu w mojej głowie, a nie drę się jak opętana przy wszystkich, jestem dziwna gadam sama do siebie...
- Hej jestem Louis-  uśmiechnął się tak, że ujrzałam szereg jego białych ząbków, po czym niczym gentelman ujął moją dłoń i musnął ustami. A ja czułam, że zaraz odprawie tu jakiś taniec fangirl'owski. Miał na sobie jak zwykle bluzke w paski i czerwone spodnie. Uuu nie miał szelek. Nie bał się, że jakaś szalona fanka może wbiec zaraz przez te automatycznie rozzsuwane drzwi i ściągnąć mu te spodnie z dupy? Oo

- A.a.a jaa Cat – wykrztusiłam  - Cat Rowland- dodałam po chwili już w miare spokojna.

- Ej misiek mam pomysł, może ty pojedziesz teraz po te marchewki, a ja potowarzysze Cat i przejdę się z nią po sklepach, huh?- Elka uśmiechnęła się do mnie, puszczając oczko, a Louis pokiwał głową i dał jej buziaka w policzek, pożegnał się ze mną i odszedł.

Okey... Chwila... Bo nie ogarniam. Czy El właśnie zaproponowała mi wspólne zakupy?!
_____________________________________________________
Przepraszam, że tak długo nie dodawałam, ale brak czasu i jak to się mówi weny twórczej. Mam nadzieje, że się spodoba, chociaż sama nie wiem co z tego wyszło. Będę wdzięczna jeśli zostawicie komentarz ;)

piątek, 8 czerwca 2012

Rozdział 1

Dolecieliśmy. W końcu. W pewnym momencie nawet miałam ochotę wyskoczyć z tego samolotu, ale ostatecznie się powstrzymałam przypominając sobie o moim lęku wysokości. W sumie z Glasgow do Londynu to tylko  40 minut lotu, ale po prostu nie mogłam już wytrzymać ciągłego marudzenia Emmy, która co chwile kłóciła się jak nie ze stewardessą o jedzenie, że niby nie dobre, to z 5-letnim chłopczykiem, który nieustannie kopał jej fotel, jeszcze zaczęła mnie obwiniać,że zjadłam to jedzenie Oo, po prostu piekło na ziemi, w dodatku moi rodzice ciągle mi mówili jaka to jestem beznadziejna to znaczy nie dosłownie, ale między wierszami można było to wyczytać, wiadomo bolało, ale byłam w pewien sposób już do tego przyzwyczajona. Oczywiście zupełnie inaczej by było gdybym miała słuchawki na uszach, wtedy bym się odcięła od  świata rzeczywistego i pogrążyła w odległych jak dla mnie marzeniach( czyt. One Direction) tak… nie wspominałam o nich wcześniej, ale jestem ich zagorzałą fanką, pochłonęli mnie całkowicie… chociaż wiem, że to głupie ani nieosiągalne dla niektórych nawet niedojrzałe, ale zawsze marzyłam o tym by być z jednym z nich tak jak Danielle albo Eleonor, ale z taką ilością dziewczyn, które się do nich kleją nie wygram, więc pozostaje mi tylko nadzieja, nadzieja na to, że spośród tego tłumu zostane wyróżniona, doceniona w końcu przez kogoś… , a chyba wiecie jakie to budujące…  Może nawet uda mi się zdobyć bilety na ich koncert?  Bo przecież to tu w Londynie mieszkają, mają swoje rodziny…  Dobra, dość bo się rozmarzyłam. Hah. Wracając do tych nieszczęsnych słuchawek, nie miałam ich w chwili obecnej, bo jakaś bardzo inteligentna osoba( czyt. Emma) pożyczyła je ode mnie 2 dni temu, po czym zgubiła je w niewyjaśnionych okolicznościach, miałam wtedy ochotę ją udusić, ale po chwili namysłu stwierdziłam, iż to będzie głupie z mojej strony, bo przecież znajdą dowody takowej zbrodni i trafie do więzienia. Okey starczy, widocznie jestem już wyczerpana…
- Cat!!! Ty śpisz z otwartymi oczami, czy jak?! Wołam cię już od pięciu minut. Wychodź! Już jesteśmy! Rodzice już weszli, nie chciało im się czekać na ciebie. No dalej. Rusz tą grubą dupę!- Emma zdenerwowana, swoją chudą ręką machała mi przed oczami. A ja nieogarnięta z włosami poustawianymi na wszystkie strony, nawet nie zwracając na nią uwagi, chaotycznie wyszłam z samochodu, po czym powoli ruszyłam w stronę bagażnika biorąc swoje walizki. Dopiero gdy zatrzasnęłam miejsce gdzie były bezpiecznie umieszczone moje torby, odwróciłam wzrok w stronę domu, w którym miałam teraz mieszkać i z oniemieniem przyglądałam się tej wielkiej budowli, która znajdowała się tuż przed moimi oczyma.
- Zajebisty co nie? – Spytała się  Emma, a raczej oznajmiła, szturchając mnie łokciem w ramie.
- Dom jak każdy inny- powiedziałam bez entuzjazmu- A tak w ogóle to która godzina?- spytałam się podchodząc już do drzwi wejściowych, które były całe szklane, trochę bez sensu, bo wszyscy będą wszystko widzieć, ale cóż taka inwencja twórcza mojej mamy…
- Przecież masz telefon w kieszeni od spodni to zobacz, mi się nie chcę przeszukiwać całej torebki- powiedziała po chwili namysły, i zniknęła w głębi tego czegoś, bo nie wiem czy to można nawet domem nazwać.
Była już 20.15 to znaczy, że czas się rozpakować, w sumie mogłam to zrobić jutro, bo przecież sobota, a dopiero od poniedziałku zaczynam dzień w nowej szkole, ale nie chciałam tracić kawałka z jutrzejszego dnia, jutro miałam zamiar co nie co pozwiedzać, porozglądać się po stolicy.
Kiedy wreszcie znalazłam swój pokój i wszystko umieściłam w mojej nowej rozsuwanej szafie, dochodziła godzina 22.00 postanowiłam szybko się wykąpać i jeszcze wejść na sekundę na twittera, zobaczyć co tam się dzieje u chłopaków. I tak też zrobiłam. Kiedy już zalogowałam się, od razu w oczy rzucił mi się spam  do Louis’a, był… bo 2 minuty temu napisał „ Kocham cię El <3”. Awwww, automatycznie wydałam z siebie ten dźwięk, po czym chwilę jeszcze poprzeglądałam tt, nie pisałam do niego, bo stwierdziłam, że to bez sensu… wyczerpana, położyłam się na łóżku i zasnęłam…

środa, 6 czerwca 2012

Prolog


Hah! Moje życie? Hmm... jest cudowne, wręcz powiedziałabym perfekcyjne, cóż jeszcze mogę dodać aaa no tak moi rodzice są najlepszymi na świecie, okazują swoją miłość i zrozumienie codziennie, dbają o mnie jak nikt inny... domyślam się że już wyczuliście ten sarkazm..., taa może i bym chciała żeby było tak cukierkowo jak sobie wyobrażam, ale z rzeczywistością niestety nie wygram, poprostu miało tak być... jedni mają lepiej zaś drudzy gorzej, kolej rzeczy... Te sztuczne uśmiechy, gesty wszystko to pod publikę, aby ludzie nie wiedzieli, jacy jesteśmy, a raczej jacy są moi rodzice. Sztywni, oschli, bez jakiegokolwiek zrozumienia mnie i moich potrzeb. Myślę, że po części to praca ich tak zmieniła, bo przecież prawnicy w swojej dziedzinie muszą być odpowiedzialni, poważni, co jak widać po czasie przelało się na nasze życie prywatne. Mówi się, że pracy nie należy przedkładać nad życie rodzinne, ani mieszać jej z życiem prywatnym, w naszym przypadku to właśnie miało miejsce, chociaż tylko ja na tym ucierpiałam, bo moja siostra Emma, z niewiadomych dla mnie powodów, może dlatego, że urodziła się wcześniej, chociaż nie wiem jaki to ma sens, ma znacznie lepiej ode mnie, przynajmniej tak odczuwam..., a ja? ja musze zapracować na wiele rzeczy, które ona ma. Kompletnie nie ogarniam ich toku rozumowania, no ale cóż... A jeszcze teraz ta przeprowadzka, nie wiem już która z kolei..., ale już mam ich dosyć, zaaklimatyzuję się, zaprzyjaźnie, a tu tatuś nagle wszystko niszczy, wyskakując z innym mieszkaniem, w zupełnie odległym miejscu od aktualnego, ale co go interesuje opinia innych, jedziemy i już, nie ma żadnych za ani przeciw... , bo jeśli chodzi tu o dużo lepszą kasę, to poprostu nawet jakbym płakała czy błagała go na kolanach, nie ugiął by się... Jednak mam nadzieje, że zostaniemy tam na dłużej, zawsze chciałam mieszkać w Londynie, zobaczymy co się wydarzy... 

wtorek, 5 czerwca 2012

                                                          Catherine Rose Rowland "Cat"
                                                              ur. 17.09.1994 w Bułgarii
                                                        
  Odkąd się urodziła często się wyprowadza wraz z rodzicami (Tom, Christine) i siostrą Emmą. Aktualnie mieszka w Glasgow UK, jednak z powodu lepszej płacy jej rodzice skusili się na przeprowadzkę do Londynu.

Dziewczyna posiadająca wspaniałą osobowość. Piękna, szczera, otwiera się  tylko przed zasłużonymi. Jest wrażliwa, dlatego ciężko znosi krytykę innych na swój temat, ale nie okazuje bólu publicznie. Potrafi uważnie słuchać, a potem doradzić. W pewien sposób czuje się odrzucona przez rodzine... Posiada hipnotyzujące czekoladowe tęczówki i takiego samego koloru piękne długie włosy. Kiedy jest czymś zawstydzona dostaje czkawki, której nienawidzi. Chciałaby spróbować swoich sił w aktorstwie. Jest strasznie podobna do starszej siostry. 
  
         
   Emma Rowland
  18-latka, potrafiąca umiejętnie manipulować ludźmi. Uwielbia ośmieszać przed innymi swoją młodszą siostrę. Nie lubi jak ktoś nie chcę się jej podporządkować. Jednak pierwsze wrażenie robi znakomite. Mimo wszystko ma serce, i może znajdzie się ktoś, kto ją zmieni i da do zrozumienia, że źle robi...
One Direction
Skład: Zayn Malik, Liam Payne, Niall Horan, Harry Styles, Louis Tomlinson
Brytyjsko-Irlandzki boysband, znany na całym świecie.