Rozdział 2
Smugi światła, przenikające przez szyby mojego pokoju, chciały mnie najwyraźniej brutalnie obudzić, świecąc mi prosto w twarz, swoim ciepłem okalając ją. Momentalnie poczułam, że odchodzę ze świata snów i fantazji, a wracam z bólem w sercu do szarej rzeczywistości… Już wiedziałam, że próba zaśnięcia po raz drugi nie zadziała w moim przypadku, więc powolnym ruchem lewej ręki przetarłam zaspane oczy i je otworzyłam, mrużąc co chwila, gdyż promienie słoneczne oślepiały mnie.
Przeturlałam się do stolika nocnego, po czym niezdarnie sięgnęłam po mój telefon, aby sprawdzić która jest godzina. Dochodziła już 9.30. Miałam dzisiaj w planach zwiedzić jak najwięcej się da w Londynie, więc postanowiłam przyśpieszyć tempo wykonywanych przeze mnie ruchów i potykając się o kołdrę ruszyłam w stronę łazienki. Wzięłam szybki prysznic, przy okazji parząc swoje ciało gorąco wodą, która przez przypadek odkręciłam, ale nie ważne… chyba już wszyscy domyślili się, że jestem CZASAMI nie ogarnięta… Potem umyłam zęby, podkręciłam moje brązowe włosy lokówką i pomalowałam się. Owinięta jeszcze ręcznikiem weszłam do pokoju i wyjęłam z szafy TO po czym chwile później byłam już ubrana. Zeszłam na dół, wstępując do kuchni, zrobiłam sobie kanapki i zaczęłam je pałaszować z mega apetytem. Po chwili dołączyła do mnie moja siostra, siadając przy stole naprzeciwko mnie, przyglądała mi się dziwnie… nie wiedziałam o co jej chodzi.
- Będziesz gruba, jak będziesz tyle żarła…- wytknęła mi, popatrzyłam się na nią, próbując się nie roześmiać.
- Nie będę sobie odmawiać, tego co mnie uszczęśliwia, nie jestem taka jak ty- odparłam biorąc kolejną kanapkę do ręki, ugryzłam kawałek, po czym głośno zaczęłam się nim delektować.
- Wkurzasz mnie, wiesz?! Jesz ile chcesz, a nic po tobie nie widać!- podniosła ton, chyba ostatnie słowa jej się wymsknęły, wydawało mi się, tak, bo zawsze mówi, że jestem gruba i w ogóle, a tu takie wyznanie, no musze powiedzieć, że się nie spodziewałam. Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Widocznie mam dobrą przemianę materii i tyle w tym temacie, coś jeszcze chcesz mi powiedzieć, bo nie mam czasu, musze już iść- powiedziałam już obojetnie, odkładając pusty talerz do zlewu i czekając z niecierpliwością aż mi odpowie. W końcu miałam plany!
- W sumie… Rodzice są w pracy, ja nie mam nic konkretnego do roboty…- zatrzymała się na chwile w swoim przemyśleniach, a ja już wiedziałam o co jej chodzi- idę z Tobą- dodała, a we mnie zaczęło się coś gotować, wiem jaka ona jest i nie chce, żeby ośmieszała mnie jak zawsze, przy wszystkich, jednak nie jestem zbyt asertywna i tylko pokiwałam głową, po czym obie skierowałyśmy się do holu, ubrałyśmy buty i ruszyłyśmy w nieznane…
***
Tak jak myślałam… Emma jak to Emma wkurwiała mnie do granic możliwości… czasem nawet zastanawiam się w jaki sposób pochodzimy od tej samej rodzicielki. Podobne nie powiem jesteśmy, ale na pewno nie z charakteru. Dobra wracając do tematu, po zaledwie 2 godzinnym zwiedzaniu, mówię zaledwie, gdyż miałam ochotę dużo więcej czasu spędzić robiąc to, poddałam się… po prostu świadomość tego, że Emma nie przestanie marudzić, dopóki nie pójdziemy do galerii, dobijała mnie, więc uległam… chociaż myśląc teraz tak nad tym dotarło do mnie, że jestem kompletną idotką, bo ot tak dałam za wygraną, zamiast powiedzieć jej, że ja zostaje a ona niech sobie idzie gdzie chce, musze przyznać, że potrafi manipulować… co mi się nigdy w niej nie podobało.
W galerii, która była ogromna, mieściło się chyba z tysiąc sklepów. Wraz z Emma „skakałyśmy” z jednego do drugiego, aż w końcu będąc w „New Yorker’ze zniknęła mi z pola widzenia. Pomyślałam, że przecież prędzej czy później jakoś się odnajdziemy nawzajem, więc nie tracąc czasu zaczęłam przeglądać napotkane wzrokiem sukienki. Jedna przykuła moja uwagę najbardziej, wzięłam JĄ do ręki i przyglądałam się jej z coraz większą chęcią kupna. Jednak jak to ja z moją niską samooceną powoli zaczęłam stwierdzać, że ona nie jest dla mnie, nie będzie mi pasować i takie tam. Chciałam ją odłożyć, ale usłyszałam czyiś radosny głos za moimi plecami…
- W tej ci będzie idealnie, mówię ci. Chciałam Ci ją jakoś podebrać bo też mi się spodobała, ale myślę, że Tobie będzie w niej o wiele lepiej.
Wystarczyły tylko te dwa zdania wypowiedziane z ust obcej osoby… a ja momentalnie poczułam się od tylu lat dowartościowana. To był naprawdę miły gest…
Ciekawa kto to powiedział, odwróciłam się i oniemiałam…
- Dziękuję- powiedziałam wciąż zaskoczona, nadal nie wierząc, że to właśnie ona- Eleanor Calder, dziewczyna Louisa Tomlinsona- z mojego ulubionego zespołu, stoi właśnie przede mną, i że to z jej ust popłynęły te miłe słowa.
- Haha ! Tak to ja Eleanor, ta od Louisa – zaśmiała się i podała mi rękę.
Moja mina była aż tak przewidywalna? Widocznie.
- Catherine, ale wystarczy samo Cat- powiedziałam odwzajemniając uścisk, po czym jak nie ja krzyknęłam- Kocham was jako pare!- trochę mnie poniosła, ale to wszystko przez te emołszyn. (xd)
- Czyli mam rozumieć, że jesteś fanką One Direction?- zapytała się uśmiechając, ale nie zdołałam wydusić z siebie ani słowa, gdyż bardzo dobrze znany mi człowiek, wyłonił się nie wiadomo skąd i objął ręką w pasie moją nową koleżankę, po czym zaczął szeptać jej coś do ucha. ASGHTHEDFBEDRGSD zawał________ słodko AAAAAAAA! Dobra ogarnij się, bo pomyślą, że jesteś jakaś chora umysłowo, dobrze, że to wszystko odbywa się tu w mojej głowie, a nie drę się jak opętana przy wszystkich, jestem dziwna gadam sama do siebie...
- Hej jestem Louis- uśmiechnął się tak, że ujrzałam szereg jego białych ząbków, po czym niczym gentelman ujął moją dłoń i musnął ustami. A ja czułam, że zaraz odprawie tu jakiś taniec fangirl'owski. Miał na sobie jak zwykle bluzke w paski i czerwone spodnie. Uuu nie miał szelek. Nie bał się, że jakaś szalona fanka może wbiec zaraz przez te automatycznie rozzsuwane drzwi i ściągnąć mu te spodnie z dupy? Oo
- A.a.a jaa Cat – wykrztusiłam - Cat Rowland- dodałam po chwili już w miare spokojna.
- Ej misiek mam pomysł, może ty pojedziesz teraz po te marchewki, a ja potowarzysze Cat i przejdę się z nią po sklepach, huh?- Elka uśmiechnęła się do mnie, puszczając oczko, a Louis pokiwał głową i dał jej buziaka w policzek, pożegnał się ze mną i odszedł.
Okey... Chwila... Bo nie ogarniam. Czy El właśnie zaproponowała mi wspólne zakupy?!
_____________________________________________________
Przepraszam, że tak długo nie dodawałam, ale brak czasu i jak to się mówi weny twórczej. Mam nadzieje, że się spodoba, chociaż sama nie wiem co z tego wyszło. Będę wdzięczna jeśli zostawicie komentarz ;)


